RECENZJE
  • Młodość i klasyka - Małgorzata Maciejewka www.sluchajfortepianu.wordpress.com (Recenzja koncertu Wielcy kompozytorzy - Mistrzowskie wykonania)


   Nieczęsto się zdarza aby w  trakcie jednego wydarzenia usłyszeć dwa koncerty fortepianowe dwóch kompozytorów i w wykonaniu dwojga pianistów. Kto jednak wybrał się na wczorajszy koncert Elbląskiej Orkiestry Kameralnej, mógł wysłuchać Koncertu fortepianowego C-dur Mozarta (co ciekawe, nr 13, a nie popularny nr 21) w wykonaniu Anny Tsybulevej oraz I Koncertu fortepianowego Beethovena w interpretacji Szymona Nehringa. Orkiestrę i solistów poprowadził młody, niezwykle dynamiczny dyrygent, Jakub Chrenowicz.
   Jednak przed koncertami, zgodnie z porządkiem koncertowym, zabrzmiał fantastyczny, efektowym Tryptyk Aleksandra Tansmana na orkiestrę smyczkową.Od pierwszych chwil obecności elbląskiej Orkiestry na sali, uderzyły mnie młodość i entuzjazm, bijące ze sceny. Muzycy tego zespołu to w głównej mierze  absolwenci Akademii Muzycznej w Gdańsku (wydaje się, że większość świeżo upieczona). Jako orkiestra koncertują od 10 lat – i naprawdę chce im się grać. Rzuca się to w oczy i uszy od razu, przez chwilę obserwując współpracę zespołu z dyrygentem, widząc jak bardzo muzycy są zgrani i uważni, słysząc jak żartują i jak dobrze są przygotowani. Słucham zwykle nieco starszych stażem orkiestr, w których skład wchodzą muzycy – z większym doświadczeniem starsi wiekiem, może z bogatszym repertuarem – ale entuzjazmu i profesjonalnego podejścia do muzyki naprawdę mogliby się od Elbląga uczyć. A poza tym, pomimo faktu, że elbląscy kameraliści grali w sali z profesjonalnymi sceną i widownią, są tak swobodni i kontaktowi, że właściwie nie tworzą dystansu między ludźmi na scenie i przed nią. W opanowanej przez nich sali (o bardzo dobrym nagłośnieniu) atmosfera jest zapraszająca i przyjazna. Dotychczas się nie spotkałam z taką otwartością. I ci właśnie młodzi muzycy zagrali Tansmana  świetnie. Pod stanowczym, ale logicznym przywództwem Jakuba Chrenowicza Tryptyk brzmiał soczyście, toczył się jasno, emanując wyrazistym, ostrym (w jak najlepszym sensie) brzmieniem. Allegro risoluto muzycy wykonali bez pośpiechu, ale w raźnym tempie. Było zwarte i zwrotne, z bardzo dobrą linią basu i śpiewnym finałem. Łagodne, trochę tęskne Andante zostało utrzymane w jasnej kolorystyce, z wielkim wyczuciem melodii i starannie budowaną strukturą dynamiczną i nastrojową. Finał za to – przetoczył się prędko, żywy i pełen energii, nasuwający na myśl intensywność i ogień Piazzolli. A we fragmentach spokojnych – był przyjemnie powłóczysty, rozpościerający się coraz szerszą, miękką falą. Orkiestra już tu pokazała, że wydobywa ze swych instrumentów piękne brzmienie, operuje bardzo bogatą kolorystyką – i myślę, że te barwy i staranność słyszy nawet ten, kto nie słucha wiele muzyki klasycznej.
   Po Tansmanie przyszedł czas na klasykę – za wyprowadzoną z brzegu sceny Yamahą zasiadła do Mozarta Anna Tsybuleva. Durowe koncerty tego muzycznego geniusza zwykle wydają się łatwe – ot, takie dworskie, niezobowiązujące, rozrywkowe kawałki. Jednak nie każdy potrafi ukazać niefrasobliwość, beztroskę i melodyjność muzyki Wolfiego  wsposób tak promienny i dźwięczny jak owa rosyjska pianistka. Od pierwszych taktów koncert sprawiał jej dużą przyjemność, chyba w równym stopniu możliwość grania go – i słuchania. Niemal cały czas uśmiechnięta (uśmiechy często wymieniała między sobą także orkiestra), płynęła spokojnie przez wszystkie części, nadając wszelkim trylom zaskakująco trafny charakter ptasiego śpiewu, ukazując wdzięk i radość kompozycji, a także odsłaniając charakter koncertu o potencjale świetnego “obudzacza” wiosny, choćby w sercach słuchaczy. Co ważne, poprowadziła jak piękną narrację wyciszony motyw w II części. W interpretacji Anny Tsybulevej jest dużo spokoju, ale i witalności, oraz świetne wyczucie proporcji i harmonii. Koncert wydaje się sam układać pod palcami pianistki jakby był napisany właśnie dla niej.
   Co do orkiestry, grającej koncerty w powiększonym składzie, w odrobinę poważniejszych frazach, tak jak pod koniec III części, poruszała się niezwykle płynnie, a pizzicato brzmiało znakomicie – tykająco i miękko. Jakub Chrenowicz świetnie poprowadził też ostatnie takty koncertu, nadając im formę zamykającą. Utwór bowiem kończy się spokojnie, ale niespodziewanie, tak, jakby Amadeuszowi znudziło się dalsze komponowanie, więc uznał, że wystarczy, że koncert ma w sobie wszystko co powinien – i odszedł do innych zajęć.
   Pogodny nastrój panował w sali także po przerwie. I Koncert fortepianowy Beethovena (choć chronologicznie II) również należy do dzieł raczej radosnych. Oparty został – jak grany wcześniej Mozartowski – o tonację C-dur, choć często, jak to u chmurnego Ludwiga bywa, łamaną fragmentami mollowymi. Utwór rozpoczyna elegancki, dość długi temat orkiestry – w wykonaniu elbląskich kameralistów ze starannie zharmonizowanymi smyczkami i instrumentami dętymi, był solidny, gęsty, nieco podniosły. Szymon Nehring dołączył do orkiestry, grając świeżo, młodo i dziarsko, ale ze zrozumieniem klasycznego charakteru kompozycji. Z elastycznością zmieniał barwę przy przenikaniu się durów z mollami,  dbając o wszelkie “ciemniejsze” fragmenty. W II część grał spokojnie i lekko, nie przeliryzowując.
   Tu znów wyrazy uznania dla dyrygenta, utrzymującego bardzo dobry balans między orkiestrą i fortepianem, rzadko doświadcza się takiej równowagi pod względem głośności! na to wszystko finał – skoczny, taneczny, ożywczy. Pianista wygrywał wszystkie dźwięki, drobno i starannie, z fantazją. Rytm nigdzie go nie ponosił, nawet w II melodii ostatniej części, która brzmi jak motyw z niemej komedii czy kreskówki. Doskonale oddał też charakter “pozytywkowych” ostatnich taktów finału, wydobywając z fortepianu dźwięk niemal dzwonków, kurantów czy czelesty.
Koncert miło mnie zaskoczył bardzo wysokim poziomem muzycznym, energią, bijąca od wszystkich wykonawców i dobrze dobranym programem, dającym równe możliwości prezentacji i Orkiestrze, i solistom. Dużą frajdą było zresztą wysłuchanie jednego wieczoru ulubieńca publiczności XVII Konkursu Chopinowskiego i zwycięzcy bydgoskiego Arthur Rubinstein in memoriam oraz zwyciężczyni Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego w Leeds, będącej także absolwentką Konserwatorium Moskiewskiego i  finalistką Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego w Hamamatsu.
   Nie obyło się i bez niespodzianek – bisów, i to aż 4! Szymon Nehring, zamiast zaserwować dość oczywistą dawkę Chopina, zagrał dwie kompozycje Scarlattiego. Brawa za nieoczekiwany wybór.* Fryderyka zagrała za to Anna Tsybuleva, choć spodziewałam się raczej Bacha lub czegoś rosyjskiego… co trochę się zgadzało. Drugim, faktycznie rosyjskim, bisem było Scherzo op. 12 Prokofiewa, którym olśniła publiczność. Wykonała go brawurowo, dając się pochłonąć w całości muzycznemu żywiołowi. Muszę więc przyznać, że przy całej ostrożności wobec muzyki nowszej niż bardzo początkowo XX-wieczna, przy Scherzu obawy trochę przybladły.
   Drugą niespodzianką było nieoczekiwane spotkanie przed koncertem – z, jak się okazało, miłośniczką muzyki klasycznej, która ostatecznie przybiegła na koncert jako nowa fanka ebląskiej Orkiestry. Mam wrażenie, po po takim debiucie wrócimy obie do Elbląga, i to całkiem niedługo.

____________________________________________________________________________________
  • Tomasz Lipiński - Elbląska Orkiestra Kameralna - numer: 6/2016 Twoja Muza

Jubileusz 10-lecia Elbląskiej Orkiestry Kameralnej stał się pretekstem do zorganizowania niezwykłego koncertu z udziałem Włodka Pawlika. Dla mnie jest to dobry powód do podsumowania tych dziesięciu lat, podczas których powstała od zera i zaistniała na mapie Polski nowa orkiestra, kolejna wartościowa instytucja kultury o wysokich aspiracjach i bezkompromisowym podejściu do „jakości” wykonywanej muzyki.
Elbląska Orkiestra Kameralna powołana została z inicjatywy Prezydenta Elbląga jako samorządowa instytucja kultury. Dla władz miał być to zespół, który pobudziłby życie artystyczne miasta oraz dał motywację do rozwoju działającej od lat i odnoszącej sukcesy Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia. Ten oszczędnie zakrojony projekt przeszedł oczekiwania. W ostatnich latach zespół wznosi się na artystyczne wyżyny. Między innymi dzięki przyciągnięciu młodych i utalentowanych muzyków z Gdańska i Elbląga, dobremu zarządzaniu, a także pozyskiwaniu środków unijnych oraz organizowaniu dużej liczby ciekawych koncertów z udziałem wybitnych i popularnych artystów.
Lider – Marek Moś
Szczególne znaczenie dla rozwoju orkiestry miało zatrudnienie w 2013 roku błyskotliwie utalentowanego i niezwykle wymagającego dyrygenta, dyrektora artystycznego i lidera – Marka Mosia.
Po niespełna 10 latach od powstania orkiestra bez kompleksów może występować na największych scenach obok najznakomitszych artystów, przynosząc dumę rodzinnemu miastu i promując Elbląg nie tylko w Polsce, ale w Europie.
W ostatnich latach Elbląska Orkiestra Kameralna występowała na Festiwalu Muzyki Klasycznej w Azkoitii, w San Sebastian oraz Hondarribii (Hiszpania), na Muzycznym Festiwalu w Bad Pyrmont i Bad Munder (Niemcy), The Days of New Music w Kiszyniowie (Mołdawia), Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Współczesnej AFEKT 2016 w Tallinnie oraz w Tartu (Estonia).
EOK udziela się jako partner w projektach międzynarodowych, np. w projekcie „Ciconia” – Dania, Szwecja, Niemcy, czy „Promocja polskiej kultury za granicą” – Mołdawia, Węgry, Estonia, Gruzja. Wkrótce pokaże się na Music Vintage Festival (Węgry) oraz International Music Festival „Autumn Tbilisi” (Gruzja).
Ponad 600 koncertów
Od 2007 roku Elbląska Orkiestra Kameralna zagrała ponad 600 koncertów, między innymi z takimi artystami jak Jerzy Maksymiuk, Michał Nesterowicz, José Maria Florêncio, Massimiliano Caldi, Volker Schmidt-Gertenbach, Kate Liu, Agata Szymczewska, Joanna Woś, Soyoung Yoon, Iñaki Alberdi, Andrzej Bauer, Łukasz Długosz, Paweł Gusnar, Jakub Jakowicz, Erzhan Kulibaev, Konstanty Andrzej Kulka, Łukasz Kuropaczewski, Roby Lakatos, Janusz Olejniczak, Mariusz Patyra, Piotr Pławner, Jan Stanienda, Anna Maria Jopek, Krzesimir Dębski, Leszek Możdżer, Marcin Wyrostek, Atom String Quartet, Andrzej Jagodziński Trio, Kroke, Motion Trio.
Wybitny polski pianista jazzowy
Koncert z udziałem Włodka Pawlika i jego Trio wraz z flecistką Ewą Mizerską odbył się 23 września w Sali koncertowej Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych w Elblągu. Trudno mi wyobrazić sobie lepszy, ciekawszy i bardziej spektakularny repertuar koncertu jubileuszowego, niż zaplanowany na ten wieczór. Orkiestra miała możliwość popisać się swoją wszechstronnością, uniwersalnością i nowoczesnym podejściem. Dzięki temu włączyła się w świat muzyki Pawlika.
„Concerto in D” Igora Strawińskiego
EOK mogła zaprezentować solidne rzemiosło i doskonały warsztat klasyczny w „Concerto in D” Igora Strawińskiego.
Koncert jubileuszowy EOK z Włodkiem Pawlikiem – wybitnym polskim pianistą jazzowym, który jako pierwszy w historii Polak otrzymał w 2014 roku prestiżową nagrodę Grammy – przyciągnął komplet widzów. Włodek Pawlik zwrócił uwagę publiczności na to, że jest to jego pierwszy koncert w Elblągu, i ma nadzieję, że nie ostatni. Na wstępie mistrz przywitał się własnym utworem na trio jazzowe – „Blue Munk”, towarzyszyli mu Cezary Konrad na perkusji i Damian Kostka na kontrabasie. Włodek Pawlik Trio szybko rozgrzało publiczność. Zafascynowało mnie duże poczucie humoru Pawlika, który muzyczne żarty i zaskakujące zwroty akcji w improwizacjach w jasny i czytelny sposób przekazywał rozbawionej publiczności. Żonglował konwencjami, zmieniając styl gry, harmonię i rodzaj artykulacji fortepianowej z jazzowej na klasyczną. Jest to u niego niewymuszone, czuje się w jego grze swobodę, dojrzałość i naturalność.
Trio Pawlika ustąpiło miejsca Elbląskiej Orkiestrze Kameralnej pod dyrekcją Marka Mosia. Zespół wykonał „Concerto in D” Igora Strawińskiego – kompozycję napisaną w 1946 roku dla Orkiestry Kameralnej w Bazylei z okazji 20. rocznicy jej powstania. Jest to kompozycja „stworzona” na potrzeby obchodzenia jubileuszy orkiestr kameralnych: zgrabna, niełatwa i dosyć efektowna. Utwór pozwolił zaprezentować wirtuozerię zespołu Elbląskiej Orkiestry, a także muzykalność i dobre poczucie czasu. „Concerto” pełne jest zmian metrum i pulsu, zaskakujących zwrotów akcji, zmian nastrojów, tempa, dynamiki.
Styl Szostakowicza
Czasami snuje się niczym walczyk, prowadzi słodką kantylenową melodię, ale przy tym tak zmienną, że niemożliwą do zapamiętania, by przeobrazić się w nerwowe niemetryczne ostinato, przypominające styl Szostakowicza. Utwór ten jest bliski stylowi i estetyce Marka Mosia, który potrafił wydobyć z niego wiele barw, emocji, klimatów; zwinnie i z gracją lawirował w gąszczu przeplatających się motywów. Kompozycja może nie powaliła mnie na kolana, bo po wielkim Strawińskim oczekiwałem czegoś więcej. Dostrzegłem w „Concerto” wiele wspólnych cech z wykonywanymi w dalszej części koncertu utworami Pawlika. Może to jego słowiańska dusza albo klasyczne wykształcenie i osłuchanie w takiej muzyce zadecydowało o tym?
Wielkie wrażenie zrobiła na mnie kompozycja Włodka Pawlika „Puls 11/8 na fortepian, flet, orkiestrę smyczkową i sekcję rytmiczną”. Jest to utwór zawieszony pomiędzy jazzem a klasyką. Szkieletem kompozycji jest kołyszące i bujające słuchaczy metrum utworu, które, mimo że zawarte w podziale na 11, stale zmienia wewnętrzną strukturę. Słyszymy wiele różnych rytmicznych konfiguracji pulsu: 3+3+3+2, 2+2+2+2+3, 2+4+3+2. Słuchacz może być początkowo skołowany i zdezorientowany, ale konsekwencja i naturalność tych podziałów „wchodzi w krew” i staje się dla odbiorcy organiczna. Włodek Pawlik Trio z towarzyszeniem EOK oraz flecistka Ewa Mizerska wykonali ten utwór bardzo energetycznie, z dużą dozą swobody, radości i ekspresji.
Prawdopodobnie najlepsze wykonanie
Na finał usłyszeliśmy „II koncert fortepianowy” Włodka Pawlika. Kompozycja zbudowana jest na zasadzie współpracy czy też współzawodnictwa pomiędzy solowym fortepianem a orkiestrą kameralną. W wykonaniu dało się wyczuć duże zaangażowanie i skupienie artystów. Partia orkiestry sprawiała wrażenie trudnej, napisanej „fortepianowo”, opartej na krótkich wartościach rytmicznych i skomplikowanych podziałach metrycznych. Trzecia część koncertu prowadziła do dużej kulminacji, która wywołała burzę oklasków.
Koncert jubileuszowy Elbląskiej Orkiestry Kameralnej był spektakularnym wydarzeniem. Czułem, że uczestniczę w wielkim święcie orkiestry i muzyki. Składam gratulacje wszystkim, którzy za sprawą ciężkiej pracy, talentu, pomysłowości i oryginalnego twórczego podejścia stworzyli fantastyczny zespół potrafiący kreować dobre koncerty.
Najlepszą recenzję Elbląskiej Orkiestrze Kameralnej wystawiła żona Włodka Pawlika Jolanta Pszczółkowska-Pawlik – pianistka, wykładowca UMFC w Warszawie, która przez zbieg okoliczności zajęła ostatnie wolne miejsce na widowni tuż obok mnie. Nie wiedząc o tym, że jestem krytykiem muzycznym przyznała, że wykonanie utworów jej męża przez EOK było prawdopodobnie najlepszym, jakie do tej pory słyszała.
 

________________________________________________________________________________________________
  • Recenzja koncertu z okazji Inauguracji 10. Jubileuszowego Sezonu Artystycznego 2016/2017 - Włodek Pawlik Trio i Elbląska Orkiestra Kameralna
- Chcieliśmy Państwu podziękować za to, że jesteście z nami, za wasz uśmiech, cierpliwość, dobre słowo, najprościej mówiąc - za przyjaźń – mówiła dziś (23 września) wieczorem Bożena Sielewicz, dyrektor Elbląskiej Orkiestry Kameralnej.
     I już pierwszy koncert mógł zaspokoić wybredne gusta słuchaczy. Sam Włodek Pawlik określa swoją twórczość jako połączenie jazzu i muzyki symfonicznej. Nagrodę Grammy zdobył w 2014r. za płytę „Night in Calisia” i jest to - jak na razie - jedyna taka nagroda dla polskiego jazzu. Trzeba przyznać, że sam termin koncertu świetnie zgrał się z trwającym właśnie Jazzblągiem. Występ Włodka Pawlika korespondował z koncertami w Galerii El, a po koncercie elbląskich kameralistów spragnieni jazzu słuchacze mogli bezpłatnym autobusem pojechać na kolejny koncert do Galerii EL.
     Ale wróćmy do EOK. Koncert w szkole muzycznej miał trzy odsłony. Pierwsza to występ Włodek Pawlik Trio (w składzie Włodek Pawlik – fortepian, Paweł Pańta – kontrabas i Cezary Konrad – perkusja) i brawurowe wykonanie utworu „Puls 11/8 na fortepian, flet, orkiestrę smyczkową i sekcję rytmiczną”. To było zupełnie coś innego niż można się było spodziewać na koncercie orkiestry smyczkowej. Na uwagę zasługuje przede wszystkim gra Cezarego Konrada na perkusji.
     Następnie trio zeszło ze sceny (niepokonane), a weszli na nią gospodarze sceny – Elbląska Orkiestra Kameralna, która w utworze Igora Strawińskiego „Concerto in D” przypomniała melomanom po wakacyjnej przerwie o swoim kunszcie. Za pulpitem dyrygenta Marek Moś. Utwór, o wykonaniu którego trudno coś napisać, bo koncertów się słucha, a nie się je opisuje.
     - Niezwykły kompozytor, wielkie dzieło. W swoim czasie walczył o polskie obywatelstwo. Niestety, polscy urzędnicy nie byli zainteresowani – Bożena Sielewicz zaciekawiła słuchaczy ciekawostką o kompozytorze.
     Ale to było dopiero preludium do uczty duchowej, która miała nastąpić. Włodek Pawlik przy fortepianie i elbląscy kameraliści wspólnie zagrali II koncert fortepianowy skomponowany przez dzisiejszego gościa EOK.
     Po zakończeniu pozostał niedosyt. Ten koncert był jak reklamówka – artyści zaprezentowali się ze swojej najlepszej strony, ale publiczność chciałaby więcej. I jeden bis to raczej za mało.

Sebastian Malicki portEl.pl

_________________________________________________________________________

  • Elbląska Orkiestra Kameralna  i Muzyka Polska na Żuławach
 
Elbląska Orkiestra Kameralna we wrześniu tego roku rozpoczęła 10. Jubileuszowy Sezon Artystyczny. Warto przy tej okazji wspomnieć o organizowanym przez zespół Festiwalu „Muzyka Polska na Żuławach”. Jest to odbywający się corocznie w okresie letnim cykl koncertów granych w zabytkowych kościołach w różnych miejscowościach na terenie Żuław. Według biskupa elbląskiego Jacka Jezierskiego „Kościół jest zdania, że prawdziwa kultura, dzieła geniuszu ludzkiego, pochodzą od Boga”. Właśnie z taką motywacją orkiestra złożona z młodych, bardzo utalentowanych muzyków, wyjeżdża w trasę z ambitnym zadaniem przybliżania publiczności muzyki klasycznej oraz propagowania twórczości polskich kompozytorów. 
Często jest tak, że planując wydarzenia koncertowe organizatorzy skupiają się na dużych ośrodkach. Ma to wiele oczywistych zalet, jednak prowadzi do zupełnego scentralizowania życia muzycznego i skupienia na stolicach regionów. Elbląska Orkiestra Kameralna zauważyła ten problem i planując koncerty festiwalowe w ramach „Muzyki Polskiej na Żuławach” skupia się na małych ośrodkach. Koncerty odbywają się między innymi w Pasłęku, Dzierzgoniu, Starym Polu, Nowym Dworze Gdańskim, Pruszczu Gdańskim, Jantarze, Krzyżanowie, Stegnie. Zawsze przy udziale dużej publiczności spragnionej muzyki klasycznej i w świetnej atmosferze. Zespół spotyka się z wielką gościnnością, rodzinnym przyjęciem, fantastycznym odbiorem koncertów wśród słuchaczy. Festiwal jest świętem dla lokalnych społeczności, dają to odczuć na każdym kroku. Oczywiście udziela się to także artystom. Siłą rzeczy, nikt z zaangażowanych w organizację osób nie wyobraża sobie nawet, że kolejna edycja mogłaby się nie odbyć. „Jestem bardzo dumny, że orkiestra występuje tutaj już po raz drugi – powiedział przed koncertem Tadeusz Burdyński Dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu w Starym Polu. – To jest jak marzenie. Nas nie stać na takich artystów, na takie gwiazdy, więc tym bardziej jestem wdzięczny organizatorom. Mogę śmiało powiedzieć, że ten koncert jest muzycznym świętem Starego Pola. Mam nadzieję, że EOK za rok również nas odwiedzi, bo staramy się jak możemy, oferując smaczny posiłek i miłą atmosferę.” Koncerty kameralistów, wraz ze znakomitymi solistami, są świetnie przyjmowane również w innych miejscowościach regionu. „Bardzo się cieszę, że możemy uczestniczyć w projekcie „Muzyka Polska na Żuławach”. Jest to dla naszego miasteczka, dla Dzierzgońskiego Ośrodka Kultury, wielkie wyróżnienie” - powiedział Wojciech Demko, dyrektor Dzierzgońskiego Ośrodka Kultury. Tak, z kolei, wypowiadał się, po jednym z 23 koncertów festiwalowych, ks. Jan Sindrewicz, proboszcz parafii p.w. św. Bartłomieja w Pasłęku - „Bardzo się cieszę, że nasz kościół, tu w Pasłęku, został wybrany jako jeden z kościołów, w których odbędą się koncerty w wykonaniu Elbląskiej Orkiestry Kameralnej.  Cieszę się, że inauguracja Festiwalu ma miejsce tutaj, i  tyle osób do nas przybyło, aby ten piękny koncert, na żywo, w naszym kościele wysłuchać”. EOK prezentując utwory polskich mistrzów kompozycji, podczas trzech edycji festiwalu, zagrała dla około 7 000 osób.   
Moim zdaniem miarą ukulturalnienia społeczeństwa jest właśnie ilość i jakość wydarzeń artystycznych, które są organizowane w małych miejscowościach. W sytuacji, kiedy szkolnictwo publiczne prawie zupełnie rezygnuje z edukacji artystycznej, ostatnią nadzieją są właśnie m.in. takie festiwale. Ich rola edukacyjna jest nie do przecenienia. Świadczą o tym także wypowiedzi osób, które w koncercie muzyki klasycznej czasami uczestniczyły po raz pierwszy, a dla których wydarzenie to było zupełnie nowym odkryciem i wielkim przeżyciem: „Pierwszy raz miałem okazję uczestniczyć w takim wydarzeniu. Nie wiedziałem, że muzyka klasyczna zagrana w murach kościoła, nie tylko będzie znakomicie brzmiała, ale również tak bardzo mnie poruszy” (p. Stanisław), „Pomysł festiwalu to wspaniałe wypełnienie luki na naszym rynku muzycznym. Bardzo brakowało tego typu koncertów w tak małej miejscowości jak nasza” (p. Ilona). „Poziom wykonania, repertuar, solista i dyrygent - doskonałe! Wielkie gratulacje, wspaniała inicjatywa i promocja miasta na właściwym poziomie” (p. Ewelina).
Mam nadzieję, że takich wydarzeń jak Festiwal „Muzyka Polska na Żuławach” będzie w coraz więcej. Życzę Elbląskiej Orkiestrze Kameralnej, żeby kolejne edycje były co najmniej tak udane jak poprzednie, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Moim zdaniem festiwal  przywraca wiarę w to, że muzyka klasyczna jest ważna, że sztuka ma znaczenie i że jest prawdziwą miarą naszej kultury i tożsamości.

Tomasz Lipiński

___________________________________________________________________________________

  • Recenzja III edycji "Festiwalu Muzyka polska na Żuławach" - 3,15-17 lipca 2016 r.

Po raz trzeci Elbląska Orkiestra Kameralna ruszyła na Żuławy z muzycznymi skarbami. Rozdawali je w trzech pięknych kościołach, a towarzyszył im maestro Marek Moś. Wrócili cali i zdrowi, i już myślą o kolejnej edycji.

W tym roku repertuar festiwalu „Muzyka polska na Żuławach” nie składał się tylko z muzyki polskiej, lecz także z utworów m.in. Mozarta, Vivaldiego czy Weinera. Narodowość kompozytorów nie była tak ważna, jak forma muzyczna. Tym razem muzycy skupili się na divertimentach, kompozycjach powszechnych w muzyce XVIII - XIX wieku. W dniach 15-17 lipca zagrali w trzech miejscowościach: Stegnie, Elblągu i Starym Polu (kościół w Krzyżanowie). Atrakcją tegorocznej edycji były solowe utwory w wykonaniu trzech instrumentalistek z EOK.
     - Ta edycja była zdecydowanie najlepsza – opowiada Karolina Nowotczyńska, skrzypaczka, która rozpoczynała każdy koncert utworem „Cztery Pory Roku - Lato cz. III” Antoniego Vivaldiego. - Dużo graliśmy, utwory były niełatwe, a zatem bardzo ciekawe. Najmilej będę wspominać możliwość zagrania solo oraz każde wykonanie utworu Bartóka, który to był najbardziej ambitnym i interesującym utworem z całego repertuaru. Czy coś mnie zaskoczyło? Chyba nie. Byliśmy bardzo dobrze przygotowani, więc nic nie mogło nas zaskoczyć!
     - Uważam, że ta edycja była bardzo dobra. Dla mnie była ona edycją wyjątkową, bo miałam okazję zagrać solo dla wspaniałej publiczności – mówi Maria, wiolonczelistka, która podczas festiwalu wykonywała „Serenadę” Mieczysława Karłowicza. – Najpiękniejsze momenty to te tuż po występie. Kończysz grać i słyszysz brawa, widzisz zadowoloną i usatysfakcjonowaną widownię. To naprawdę fajne uczucie! – dodaje.
     - Gram w EOK od września, więc to była moja pierwsza edycja festiwalu „Muzyka polska na Żuławach” – relacjonuje Paula Preuss, skrzypaczka, która oczarowała publiczność solowym wykonaniem II i III części koncertu Sławomira Czarneckiego. – Jestem pod ogromnym wrażeniem. Mieliśmy przyjemność grać w wyjątkowych wnętrzach kościołów. W każdym z nich była inna akustyka, a więc inny klimat i nastrój. Najpiękniejsze częścią festiwalu były dla mnie nastrojowe momenty, kiedy cała orkiestra oddycha razem, tworząc jeden organizm. Tak było m.in. podczas grania drugiej części divertimenta Mozarta.
     Nad projektem czuwał dyrygent Marek Moś, dyrektor artystyczny EOK. - Jesteśmy wszyscy bardzo usatysfakcjonowani, jednak czujemy się tak, jakbyśmy byli dopiero w połowie festiwalu. W roku poprzednim zagraliśmy aż 6 koncertów - opowiada maestro. - W trzeciej edycji festiwalu „Muzyka polska na Żuławach” program był zwarty, niemęczący, atrakcyjny. Solistkami były panie, które należą do Elbląskiej Orkiestry Kameralnej. Myślę, że było to dla nich trudne zadanie: zmobilizować się i zagrać solo z zespołem, z którym gra się na co dzień. Należy żałować, że finanse nie pozwoliły nam na pełną wersję tego festiwalu. Wiem, że miasta, w którym występowaliśmy w zeszłym roku, są bardzo zasmucone naszą nieobecnością. Mam nadzieję, że kolejna edycja pozwoli nam na powrót do poprzedniej koncepcji

Anna Kaniewska, portEl.pl

_________________________________________________________________________
  • Recenzja Koncertu "Kate Liu & Elbląska Orkiestra Kameralna" - 19 maja 2016 r.
Chopin odkryty na nowo. Kate Liu wystąpiła z Elbląską Orkiestrą Kameralną

Muzyczne trzęsienie ziemi zafundowali swoim słuchaczom elbląscy kameraliści. W czwartek (19.05) razem z muzykami na scenie wystąpiła Kate Liu, światowej sławy artystka, laureatka wielu konkursów pianistycznych.

Zjawiskowa Kate Liu jest ulubienicą publiczności i krytyków, swoją grą zdobywa serca słuchaczy już od pierwszej chwili. Artystka była objawieniem 17. Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie w 2015 roku. Zdobyła brązowy medal i nagrodę specjalną Polskiego Radia za najlepsze wykonanie mazurków. Elbląską publiczność młoda artystka porwała genialnym Koncertem fortepianowym e-moll, który wykonała także w finale ubiegłorocznego Konkursu Chopinowskiego. I udowodniła, że świetnie rozumie Chopina, a także polski folklor. Dowiodła tego w trzeciej części koncertu, stylistycznie nawiązującym do polskiego tańca – krakowiaka. Jej precyzja, delikatność i lekkość wykonania karkołomnych przebiegów jest niezwykła. Subtelna gra, klarowny i czysty dźwięk składają się na pracę dłoni artystki, której młodość słychać jeszcze w wykonaniu. W żaden sposób nie jest to jednak wadą i nic nie ujmuje talentowi Kate Liu.

Druga część koncertu to już popis elbląskich kameralistów. „Symfonia kameralna c-moll” Dymitra Szostakiewicza i ulubiony utwór elbląskich artystów – „Orawa” Wojciecha Kilara, stylizowany na muzykę góralską po raz kolejny pokazały talent, kunszt i precyzję elbląskich kameralistów, dziś prowadzonych ręką maestro Jana Miłosza Zarzyckiego. Co napisać, kiedy dusza ciągle jeszcze siedzi uwięziona w sali koncertowej szkoły muzycznej? I zakochuje się na nowo w Chopinie – tak bardzo naszym, polskim, melancholijnym, romantycznym i tragicznym zarazem. Chopinem odkrytym na nowo przez 22-letnią pianistkę urodzoną w Singapurze. Co napisać, gdy iskry trzaskające spod smyczków elbląskich artystów same niosą nogi do zbójnickiego - tego "spod samiuśkich Tater"?
      Czy w Elblągu kiedykolwiek, tak jak dziś, zabrzmiał Fryderyk Chopin czy Wojciech Kilar? Tego nie wiem. Wiem za to, że dzisiejszego wieczoru wydarzyło się coś niezwykłego. Perła, która dziś wystąpiła w Elblągu, zyskała też niezwykłą oprawę w postaci Elbląskiej Orkiestry Kameralnej. Brawo Kate Liu. Brawo Orkiestra. Brawo Elbląg.


Aleksandra Szymańska, Dziennik Elbląski