GALERIA - Koncert Karnawałowy 2017

To był koncert zupełnie inny od tych, do których do tej pory przyzwyczaili nas elbląscy kameraliści. Przed Elbląską Orkiestrą Kameralna stanęło dzisiaj niebagatelne zadanie: zagrać ścieżkę dźwiękową do filmu „Mania – historia pracownicy fabryki papierosów” tak, żeby nikt nie zwrócił uwagi na orkiestrę. Melomani mieli oglądać film, a elbląscy kameraliści swoją muzyką mieli umilić im seans. Wyszło rewelacyjnie.
     Za pulpitem autor muzyki do filmu Jerzy Maksymiuk. Ze ścieżką dźwiękową (maestro powtarza, że muzyka do filmu nie jest samodzielnym utworem) do „Manii” połączoną z filmem koncertował po Polsce i Europie. Był też w Elblągu w 2012 r., ale wypełniona dzisiaj sala elbląskiej szkoły muzycznej najlepiej świadczy o tym, że elbląscy melomani na powtórkę seansu czekali z utęsknieniem.
     Film „Mania- historia pracownicy fabryki papierosów” swoją premierę miał w 1918 r. Aż do 2006 r. uznawany był za zaginiony. - Ten film był w strzępach, nie było nic widać – tak stan filmu opisywał podczas dzisiejszego koncertu Jerzy Maksymiuk.
     Obraz został poddany cyfrowej rekonstrukcji, muzykę (świetną) napisał Jerzy Maksymiuk i film dostał drugie życie. Ciekawostką jest fakt, że promował Polskę podczas prezydencji naszego kraju w Unii Europejskiej.
     Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że jest to dzieło produkcji niemieckiej w reżyserii Węgra. Opowiada historię nieszczęśliwej miłości tytułowej Manii (w tej roli Pola Negri – jedyna Polka, o której podbiła Hollywood) i kompozytora Hansa. Niestety pojawia się ten trzeci - „zły” mecenas sztuki, który za wystawienie opery napisanej przez Hansa żąda wdzięków Manii. Kończy się tragicznie.
     Film jest niemy. W przedwojennych kinach do niemych filmów czasami przygrywał pianista, schowany gdzieś w kącie. Na scenie szkoły muzycznej elbląscy kameraliści też próbowali się schować. Zamiast – jak zawsze – zająć całą scenę, skupili się w kącie, a dyrygent schował się za fortepianem, bo najważniejszy był film. Muzyka podkreślała ważniejsze fragmenty, wprowadzała tam, gdzie potrzeba, nastrój grozy lub oczekiwania.
     Trzeba też zwrócić uwagę na jeden szczegół: czas gry. Podczas „normalnego” koncertu kameraliści mają przerwy pomiędzy utworami, nierzadko zaproszeni goście niektóre utwory grają sami. Tutaj było niemal 90 minut muzyki granej bez przerwy. Zagrać 90 minut na takim poziomie to jest sztuka.
     Jak się okazało w sali koncertowej szkoły muzycznej tkwi potencjał filmowy. Czy EOK zabierze nas jeszcze kiedyś w świat starego kina? Dzisiejszy seans (koncert?) udowodnił, że publiczność jest spragniona takiego repertuaru.


Sebstian Malicki, portEl.pl, fot. Michał Skroboszewski